Brak pomysłu
Miałam dzisiaj napisać notkę, ale jakoś nie mam pomysłu. To znaczy mam, ale jakoś nie pociąga mnie, by cokolwiek na ten temat pisać. Przynajmniej nie dziś. Może kiedy indziej.
suboshi 2007-12-03 22:08:59
skomentuj (0)
O Freshers' Week
Zapewne muszę wam najpierw wytłumaczyć, co to jest Freshers' Week. W praktycznie każdym uniwersytecie w Wielkiej Brytanii (jeszcze nie słyszałam o takim, w którym by tego nie było) pierwszy tydzień zwany jest Freshers' Week. Nie ma wtedy jeszcze zajęć, jest to więc czas dla nowych studentów (stąd Freshers - fresh po angielsku znaczy nowy, świeży) by się zaklimatyzować w nowym środowisku.
Podoba mi się pomysł Freshers' Week - można na spokojnie zwiedzić miasto, Uniwersytet, spotkać ludzi, rozpakować się, itd. Jednak nie podoba mi się, jak Freshers' Week jest organizowane.
W większości Freshers' Week polega na tym, żeby iść codziennie na imprezy i się upić. Tak, tak, sam Uniwersytet poleca poszczególne bary, puby, kluby, w których alkohol jest tańszy dla studentów, itd.
Rozumiem, że alkohol jest nieodłączną częścią studiów, ale nie rozumiem, dlaczego sam Uniwersytet to propaguje?
Bardziej by mi się podobało, gdyby wszystko było organizowane bez alkoholu, albo w taki sposób, żeby alkohol nie był główną atrakcją wieczoru.
Dlatego sądzę, że Uniwersytet nie powinien, pod żadnym względem propagować picia (tym bardziej jeśli tym sposobem chcą zdobyć więcej studentów).
suboshi 2007-10-06 17:33:10
skomentuj (0)
O hinduskich filmach
Tak mnie naszło, żeby napisać o hinduskich filmach. A dokładniej o jednym konkretnym.
Parę tygodni temu oglądałam hinduski film Rang de basanti (nie, nie wiem, co to znaczy, ale ma coś chyba wspólnego z kolorami). Jeżeli nie chcecie, żebym zepsuła wam przyjemność oglądania tego filmu po raz pierwszy, nie czytajcie dalej, bo zdradzam w tej notce praktycznie całą akcję filmu.
W filmie tym strasznie mnie zdziwiło, że poruszał tyle różnych spraw. Wiedziałam już od dawna, że filmy hinduskie są bardzo długie, ale dopiero po obejrzeniu Rang de basanti zorientowałam się, jak dużo rzeczy można poruszyć w takim filmie.
Film zaczął się lekko. Brytyjska dziewczyna leci do Indii żeby nakręcić wymarzony film dokumentalny o rewolucjonistach Indii (z okresu przed niepodległością). Przylatuje do Indii, spotyka swoją przyjaciółkę, spotkaje innych ludzie, aklimatyzuje się powoli, dobrze się bawi. Z początku wydaje się, że głównym problemem dziewczyny jest znalezienie odpowiednich aktorów do jej filmu, oraz samo zrealizowanie go.
Powoli jednak tematyka zmienia się. Między nią a jednym z aktorów/przyjaciół powstaje miłość, a sami aktorzy zaczynają doeceniać rewolucjonistów, których grają. Przyjaciółka brytyjskiej dziewczyny jest zaręczona ze swoim chłopakiem. Wszystko pięknie i cudownie.
Nagle chłopak przyjaciółki musi wyjechać (jest w wojsku, o ile mi się dobrze kojarzy). Dziewczyna i jego znajomi są smutni, ale ufają, że wszystko będzie dobrze. Pare dni (tygodni?) później okazuje się, że samolot, którym leciał chłopak (już narzeczony) przyjaciółki się zepsuł, a on poświęcił swoje życie, by wyprowadzić samolot w pole aby nikogo nie zranić.
Nagle tematyka filmu schodzi na problemy w rządzie, oraz niesprawiedliwość wobec prostych ludzi. Matka chłopaka, który bohatersko zginął i jego narzeczona, wraz z przyjaciółmi, robią demonstrację, na której pokazują, co sądzą o takim rządzie i jego niesprawiedliwości (to przez chciwość rządu samoloty się psują, bo mają tanie i źle działające części).
Podczas demonstracji dochodzi do bijatyki z policjantami. Wszyscy zostali poturbowani, ale w najgorszym stanie jest matka bohatera, która zapada w śpiączkę. Przyjaciele jej nieżywego syna postanawiają zabić tego ministra, który dopuścił do śmierci ich kolegi. Wszelkie pomysły zaczynają czerpać z czynów rewolucjonistów, których sami grają.
Zabicie ministra jednak niewiele daje, dlatego postanawiają oni się poddać, przedtem ogłaszając swoją 'zbrodnię' całemu narodowi przez radio.
Film kończy się ich męczeńską (i pełną akcji) śmiercią, ponieważ są uznan za terrorystów i pozwolono do nich strzelać. Jednak ich czyny oraz śmierć wywołują reakcję całego narodu, który postanawia walczyć z korupcją i niesprawieldiwością.
Film porusza też parę innych spraw - relacje między hindusami a muzułmanami (którzy są często zaciekłymi wrogami - pozostyałości po walce o niepodległość), relacje między człowiekiem, który propaguje 'hinduskość', a ludżmi, którzy idą w stronę zachodnich ideałów, głęboką przyjaźń, oddanie sprawie, życie studenckie, niepowodzenia.
Czy zauważyliście, jak bardzo zmienia się ton filmu?? I to wszystko się dzieje w ciągu jednego filmu. Jak go obejrzałam, to aż nie wiedziałam o czym mam myśleć, na czym skupić myśli. Zdziwiła mnie też ta różnorodność tematów. W filmach, które zwykle oglądam nie porusza się ich aż tyle.
Mimo że zszokowało mnie to (no bo po co pokazywać np. jak ta dziewczyna się aklimatyzuje, skoro film ma być o korupcji rządu??), to sądzę, że film był bardzo ciekawy. Przykre jest to, że na samym początku człowiek myśli, że obejrzy lekki film a potem jest smutny i zdołowany jego końcem. W każdym razie, jeżeli będziecie mieli okazję zobaczyć Rang de basanti to gorąco polecam. Jest to film warty obejrzenia.
suboshi 2007-08-30 16:09:12
skomentuj (0)
O kontaktach w internecie
Bywały takie czasy, że internet był dla mnie wszystkim. Dzięki niemu mogłam się kontaktować z wszystkimi w bardzo łatwy i szybki sposób.
O wiele łatwiej jest wysłać maila, niż tradycyjny list. O wiele łatwiej jest przesłać zdjęcia przez internet, niż wywoływać je i przesyłać tradycyjną pocztą. Jeszcze łatwiej jest zamieścić zdjęcia na stronach typu grono albo facebook i wysłać wszystkim linka.
Jednak, po moich długich wakacjach w Polsce, kontakty w internecie trochę mi zbrzydły. Moją pierwszą reakcją, po powrocie do Indii, była irytacja, za każdym razem gdy z osobami, które mogłam widzieć kiedy chcę na żywo, muszę 'rozmawiać' przez gadu-gadu. To było BARDZO irytujące.
Czemu to było dla mnie tak irytujące? Zawsze miałam wrażenie, że ludzie są troszkę inni, kiedy rozmawia się z nimi przez internet, niż kiedy rozmawia się z nimi na żywo. Mam paru takich znajomych, u których te różnice mnie momentami irytują, bo to one sprawiają, że mam wrażenie, że to nie są tak naprawdę oni. Czasami mi się nawet odechciewa rozmawiać z kimś takim przez internet w ogóle.
Jednak rzeczywistość jest taka, że coraz więcej ludzi wyjeżdża. Ja sama niedlugo opuszczę New Delhi i polecę do Aberdeen na studia. Wtedy moim jedynym kontaktem z rodzicami oraz siostrą będzie internet. Irytujące, ale zawsze to lepsze, niż totalny brak kontaktu.
Podsumowując, możliwość kontaktowania się przez internet jest na pewno cudowna. Straciłabym wielu przyjaciół w Polsce, oraz tych, którzy wyjechali z Indii, gdybym nie mogła z nimi rozmawiać przez gadu-gadu albo MSNa. Jednak dla ludzi, którzy, tak jak ja, cenią sobie kontakt osobisty, na 'żywo', stanowi to źródło smutku. O wiele bardziej woleliby razem się pośmiać, niż wysłać puste 'hahaha' przez gadu-gadu.
Niemniej jednak możliwości, jakie daje nam internet, są wspaniałe i sądzę, że każdy, kto będzie z dala od rodziny lub przyjaciół, skorzysta z nich. Zawsze to lepiej, niż totalny brak kontaktu, lub tradycyjne listy...
suboshi 2007-08-16 18:40:30
skomentuj (6)
O nieodwzajemnionych uczuciach
Nieodwzajemnione uczucia nie są przyjemne. Bolą, i to bardzo. Wiem, bo sama przeżyłam to. I to nie raz. Jednak nie o tym chciałam dzisiaj pisać.
Dzisiaj chciałam napisać o tym, co się dzieje potem. Kiedy nie ma już nadzieji, kiedy wiemy, że ta osoba nas nie chce, albo chce się tylko przyjaźnić. Kiedy wiemy, że nie ma już najmniejszych szans.
Dlaczego więc wtedy dalej lubimy tą osobę? Skoro nie ma żadnej przyszłości z tą osobą, to czemu nie potrafimy po prostu zapomnieć, i tyle?
Z biologicznego punktu widzenia istniejemy, żeby się rozmnażać. Czytałam, że podświadomie wybieramy osoby, które nam pasują na 'tatusiów'. Może tak, może nie. Ale załóżmy, że tak, że natura kieruje naszymi uczuciami. Dlaczego więc natura kazałaby nam ciągle chcieć tej jednej osoby, skoro nie byłoby szans na 'rozmnażanie' z nią?
Natura powinna właśnie kazać nam natychmiast zapomnieć o tej osobie, bo nie daje nam szans na przedłużenie gatunku, i kazać zauroczyć się kimś innym.
Chyba, że natura wie, że to jest ta idealna dla nas osoba. Idealny tatuś. Idealne geny. I dlatego nadal trzymamy się tych uczuć. To jednak byłoby nieopłacalne...
A z psychologicznego, emocjonalnego punktu widzenia? Dlaczego ciągle myślimy o tej osobie, dlaczego żadne argumenty, z których dokładnie sobie zdajemy sprawę (!!), nie działają? Dlaczego mózg nie może górować nad uczuciami? Skoro niby uczucia powstają w mózgu, a nie w sercu??
suboshi 2007-04-27 18:23:19
skomentuj (0)
Nowa notka na www.folken.blog.pl
Zapraszam do przeczytania nowej notki na www.folken.blog.pl.
Notka: Opowiadanie numer 1: Obrońcy: Rozdział I. Jeszcze raz zapraszam!
Jak zwykle, przepraszam za zwykłą 'reklamę'.
suboshi 2007-03-24 14:56:16
skomentuj (0)
Rozplanowany dzień
Ostatnio moje życie kręci się wokół planu dnia. Na każdy dzień piszę inny, oddzielny, odpowiedni plan. I robię to, co mam zaplanowane w nim.
Jest to trudne, czasami nawet bardzo trudne. Jest tyle do zrobienia, a tak mało czasu. Na każdą godzinę odrabiania lekcji/uczenia się/whatever mam tylko 10 minut wolnego czasu. Uwierzcie mi - to mało.
A dzisiaj - ponieważ mam jutro egzamin ustny - mam tylko pięcominutowe przerwy, za to trochę częstsze.
Mimo, że tak plan sprawia, że organicza się czas wolny na przyjemności - jest mi od bardzo przydatny. Kiedyś potrafiłam siedzieć 2 godziny w internecie, potem starać się odrobić lekcje, w między czasie sprawdzając różne strony. A teraz używam ten czas użytecznie. Jedyne, co mi pozostało, to rozmawianie na MSNie i Gadu-Gadu. Tego nie potrafiłabym odrzucić za nic.
Tak więc taki plan jest bardzo dobry. Ale nie wystarczy po prostu zaplanować sobie dzień i się cieszyć, bo się postarało. Wiele razy, w przeszłości, zdarzyło mi się pisanie planów i nie trzymanie się ich.
Dlatego nie jest ważne samo zrobienie planu - a trzymanie się go. Uwierzcie mi, skreślanie zrobionych rzeczy z planu jest bardzo miłe :)
suboshi 2007-02-28 11:20:28
skomentuj (1)
Urodziny bloga
Dzisiaj ten blog obchodzi drugie urodziny. A więęęęęęc... Sto lat! Sto lat! Niech żyje, żyje nam! Sto lat! Sto lat! Niech żyje, żyje nam! A może lepiej, żeby to nie było sto?
Nie mogę uwierzyć, że ten blog ma dwa lata. Albo w sumie.. chyba mogę. Jakaś dziwna dzisiaj jestem. Heh.
No, ale mimo wszystko okazja jest wyjątkowa. Urodziny, nawet blogowe, ma się tylko raz w roku. A na dodatek ta data jest taka śliczna: 12.12.2006. Aż się zdziwiłam, bo jakoś mi się kojarzyło, że 13-tego założyłam tego bloga. Heh.
Jeszcze raz: Sto lat! Sto lat!
Nie będzie mnie od 15.12.2006 do 08.01.2007, ponieważ będę w Australii, więc nie spodziewajcie się w tym czasie żadnej notki. Wiem, wiem, to straszne. Hah!
suboshi 2006-12-12 16:28:23
skomentuj (1)
Nowe RPG
Razem z Narią serdecznie zapraszamy na nasze nowe RPG:
www.star-of-love.blog.pl!
Akcja rozgrywa się w średniowieczu, ale nasze RPG posiada wątki fantastyczne :)
Serdecznie zapraszamy!!
suboshi 2006-11-19 11:08:52
skomentuj (2)
__________________________
Szablon by Naria
Z -->Naria<--
Aktualnie Eriya - Suboshi:
Studiuje w University of Aberdeen - Psychologię, Socjologię i Antropologię.